Rzecz o spacerowaniu

Z metaforami jak z przeglądaniem się w krzywym zwierciadle – coś może zostać wyolbrzymione, spłaszczone lub ba – wykrzywione i nagle – to coś dostrzegasz na nowo.  Może też po prostu wyraźniej.

anita-kontakt-smartfon_3

„Miało wyjść inaczej…”

Był sobie projekt. Projekt, co więcej był strategiczny. Dotyczył wdrożenia rozwiązania, które miało być fundamentem dla dalszych działań HR w organizacji. Założenia były słuszne. Mówiliśmy o uważności,  obserwowaniu z wnikliwością itp. … Jednak jak wiadomo, termin rzecz zobowiązująca. Człowiek pracował więc szybko, a nawet bardzo szybko, bo efekty miały być już. Najlepiej żeby oprócz bycia, były to jeszcze efekty widoczne. Nie zawsze wystarczy zrobić… trzeba jeszcze pokazać, że się zrobiło. Co ważne, człowiek uczestniczył w projekcie o sporej skali, w którym od pewnego momentu zaczął mu towarzyszyć narastający chaos. Dość szybko stał się on nie tyle już nieznośny, co paraliżujący. W efekcie człowiek „stanął”.

Tak, to historia o mnie

Wiedziałam, co należy robić, ale… Przed oczami ciągle stawał mi obraz mnie samej, idącej na spacer, o dziwo – z wózkiem i co więcej, z dzieckiem w środku(!). Macierzyństwo znane jest mi jedyne z teorii i obserwacji, więc metafora niecodzienna zupełnie. Zapewne wizualizacja jest efektem wzrostu demograficznego, którego ostatnio doświadczam, ale do rzeczy.

Każdy z nas ma wszak jakieś dziecko

Jedni w pracy, inni poza nią. Dla jednych to ukochany motocykl, dla innych sport dla którego poświęcą niezliczone godziny lub jeszcze inna pasja. Są też tacy, dla których będzie to cel zawodowy, ot co. Czasami kukułcze jajo, a czasami długo oczekiwane dziecko. Czasami trochę to, a trochę to – tak to bywa z projektami. To właśnie mój przypadek. Projekt był ważny, wyczekany, tylko coś szło nie tak… Nie tak miał wyglądać ten spacer. Było dziecko, był wózek, ale spacer nagle okazał się biegiem, na dodatek  przez przeszkody.  Nie o taki „HR walczyłam…”.

Finał zmęczonego człowieka

Człek zmęczony, nie pamięta nawet jak dotarł do mety, nici z obserwacji, uważność po drodze diabli wzięli, a co więcej, nie ma dziecka… Zgubione!

To trochę tak jak z dzieckiem wylanym z kąpielą. Założenia były dobre, kierunek był właściwy, tyle że na końcu jest klops. Może nawet jest gorzej, ale że każdy projekt ma swoje kryteria sukcesu, a trzeba się rozliczyć z zainwestowanego czasu, no i co tu dużo ukrywać kasy, to raczej nie opłaca się rzeczywistości przedstawiać w tak czarnych barwach. No cóż, to już insza inszość, jak wyjść z twarzą z całego ambarasu, tyle, że gdyby właśnie nie troska o wynik, to może udało by się owe dziecko ocalić?

Niby można było zastanowić się, czy chcemy spacerować, czy ważniejsze jest żeby być na czas? Tylko że im bardziej chcemy, tym bardziej bywa, iż tracimy cel z oczu na rzecz wyniku.

Pytaj!

Sobie i innych. Bez względu na to czego się dowiemy, możemy podjąć adekwatne działanie(!). Czasami człowiek zwolni, innym też przy okazji da na to szansę. Czasami utwierdzi się w przekonaniu, że jednak trzeba biec co sił, a innym razem, dojdzie do wniosku, że woli spacerować i to w innym parku i z innym dzieckiem… Brzmi strasznie, zwłaszcza gdy nie lubimy porażek i nie jest nam obca konsekwencja. Trudno rezygnować, ale na szczęście, metafora pozwala wykrzywiać rzeczywistość tak, byśmy mogli się do niej zdystansować. Zawsze masz wybór.